Pizzeria Dziki Zwierz Lublin powstała w miejsce opisywanej swojego czasu pizzerii Pappa. Ta ostatnia nie zapisała się dobrze w naszej pamięci, ale zmiana właściciela zawsze daje nadzieje na lepsze. Postanowiliśmy więc sprawdzić tamtejsze pizze i przekazać Wam naszą opinię.

Na wstępie zaznaczamy, że u "dzikiego zwierza" nie ma dowozu, więc jeśli ktoś chciałby spróbować ich placków to musi udać się osobiście do lokalu. Niezbyt gustownie urządzonego - dodajmy. Wystrojowi można sporo zarzucić, a plastikowe roboty na półce nie przywodzą na myśl niczego związanego z jedzeniem.


Pizza Anastazja z kurczakiem, ananasem
i kukurydzą z Pizzerii Dziki Zwierz Lublin
W dzikim zwierzu mamy tylko jeden rozmiar pizzy, który z resztą nie jest podany w menu, ale jest to mniej-więcej 30 cm. Pizze nazwane są imionami, co jest naszym zdaniem bez sensu, ponieważ musieliśmy przejrzeć całe menu, aby znaleźć nas interesującą. Wybraliśmy pizzę Anastazja z szynką, ananasem i kukurydzą za 16,50 zł. Zapytaliśmy czy jest możliwość wymiany szynki na kurczaka. Pani kelnerka musiała zapytać kucharza, czy jest to możliwe i widać było po jej minie, że nie była z tego bardzo zadowolona. Na szczęście się udało i dostaliśmy nasz składnik.
Niestety pizzy nie dało się jeść rękami...

Pizzę dostaliśmy po ok. 20 minutach przy zajętych jeszcze dwóch stolikach w lokalu. Placek oczywiście dotarł bardzo gorący i od razu przeszliśmy do jedzenia. Niestety kawałków nie dało się jeść rękoma, co możecie zobaczyć na zdjęciu. Ciasto było po prostu kluchowate i strasznie opadało. W smaku nie było złe i może było to spowodowane ogromną ilością sosu pomidorowego pod składnikami przez co ser i one strasznie spadały. Brzegi nie były duże, ale niestety z kolei bardzo twarde i ciągnące jak guma. Składniki smakowały poprawnie, a ich ilość określimy jako średnią - szczególnie mała ilość kurczaka rzucała się w oczy.

Pizzeria Dziki Zwierz Lublin to zdecydowanie skok milowy w stosunku do poprzedniego lokalu, który był w tym miejscu. Jednakże w tej okolicy znajdziemy inne pizzerie, które oferują zdecydowanie lepsze pizze i to z możliwością dowozu. Nie polecamy Wam tamtejszej pizzy, bo choć jest poprawna w smaku to nie oferuje sobą nic więcej.
Jesteśmy blogiem głównie o fast foodach, ale czasami zdarzy nam się zjeść w jakiejś restauracji. Jest to zawsze dobra odmiana i możliwość porównania jakości, ceny, smaku z ich fast foodowymi odpowiednikami. Wybraliśmy się więc do włoskiej restauracji Aventino znajdującej się na Starym Mieście, aby spróbować tamtejszej pizzy serwowanej podobno przez prawdziwego Włocha.

Byliśmy jedynymi ludźmi w lokalu, a była to godzina obiadowa. Zajęliśmy bardzo ładne miejsce na balkonie z widokiem na podwórze kamienicy.W menu znajdziemy kilka propozycji składników, ale nie takich jak znajdziemy w większości pizzerii. Wybór jest okrojony do tych tradycyjnie włoskich. My wybraliśmy pizzę Capricciosa z szynką parmeńską, jajkiem, czarnymi oliwkami, karczochami i pieczarkami za 23 zł.

Aventino Restauracja Rzymska Lublin
Pizza Capricciosa z
Aventino Restauracja Rzymska Lublin
Pizzę dostaliśmy po ok. 25 minutach. Po pierwsze zaskoczyło nas rozłożenie składników. Były one ułożone strefowo w taki sposób, że w każdej strefie mieliśmy inny rodzaj składników. Nie było ich też zbyt wiele. Jajka i karczocha była jedynie połowa, a szynki parmeńskiej jeden plasterek. Co do ich jakości i smaku to nie możemy się do niczego przyczepić - były całkiem dobre. Ciasto było bardzo cieniutkie, chrupiące i bardzo dobre w smaku z dużą ilością sosu pomidorowego. Niestety na środku było zbyt cienkie przez co strasznie opadało. W niektórych miejscach było też całkowicie zwęglone, co nadawało niesmaczny posmak. Do pizzy dostaliśmy także bardzo dobrą oliwę z oliwek, która zdecydowanie wzbogacała smak placka.

 Aventino Restauracja Rzymska Lublin ma to czego w większości nie mają fast foody - miłą i uśmiechniętą obsługę oraz bardzo ładny lokal. Pizzą, którą tam dostaniemy nie da się najeść, ale można spróbować innego, zbliżonego bardziej do oryginału smaku. Niestety pomysł z wydzieleniem stref składników nie przypadł nam do gustu. Mając na uwadze ich małą ilość na placku oraz miejscami zwęglone ciasto nie jesteśmy pewni, czy warto polecić Wam to miejsce. Ostateczna decyzja należy do Was - czekamy na komentarze.
Lato ma to do siebie, że szukamy miejsc, w których możemy się poopalać, popływać i odpocząć od zgiełków miasta. Jednak w czasie wakacyjnego odpoczywania często łapie nas głód i wtedy musimy wybrać, któryś z dostępnych lokali. O ile takie są w ogóle dostępne. Zazwyczaj wybór nie jest zbyt wielki, ale warto wiedzieć, czy można tam coś zjeść, czy też trzeba zabierać ze sobą kanapki.

Podczas weekendowego pobytu nad Jeziorem Piaseczno, przy Resorcie Piaseczno, zauważyliśmy przyczepy z piecami do pieczenia pizzy, o których informowaliśmy Was kiedyś na naszym profilu na Facebooku. Postanowiliśmy spróbować jak smakują z nich placki i zamówiliśmy 38 cm Pizzę Hawajską z szynką, ananasem, oregano i kukurydzą za 30 zł. Rozmiar nieco dziwny, a cena spora, ale takie są uroki jedzenia nad jeziorem.
Pizza z pieca Resort Piaseczno
Hawajska Pizza z
Pizza z pieca Resort Piaseczno

Na nasz placek musieliśmy czekać dość długo, bo prawie 30 minut mimo braku innych klientów. W końcu dostaliśmy naszą pizzę, podaną na papierowym talerzu. Miłym zaskoczeniem okazał się darmowy dodatek sosu czosnkowego i keczupu w sporych ilościach. Niestety talerzy, ani metalowych sztućców nie dostaliśmy, a kawałki mocno opadały, co utrudniało ich jedzenie rękami. Krojenie pizzy plastikowym nożem również nie należy do najłatwiejszych rzeczy. Szczególnie, że ciasto, choć cienkie, było twarde, trudne do przegryzienia i w niektórych miejscach zwęglone. Składników było mało, ale na plus należy ocenić smak ananasa, który był bardzo słodki. Jeżeli liczyć oregano jako jeden ze składników to jego było zdecydowanie najwięcej.

Pizza z pieca przy Resorcie Piaseczno jest zdecydowanie lepsza niż mrożone pizze, które często możemy dostać stołując się w lokalach jad jeziorami. Niestety ilość składników i smak placka w stosunku do ceny pozostawiają wiele do życzenia. Osoby robiące tam pizzę powinny zmienić recepturę ciasta i bardziej przypilnować jej podczas pieczenia oraz nie szczędzić tak składników. Jak na jeziorne standardy to nie jest najgorzej, ale do dobrego poziomu jeszcze daleko. 
Dolce Vita Lublin to włoska restauracja działająca w jednej z bram na Krakowskim Przedmieściu. Jak na prawdziwą włoską restaurację przystało oferuje ona pizzę i to często z różnymi promocjami np. z serwisu groupon. Jeden z takich grouponów wykorzystaliśmy na kolację, która nam posmakowała, więc postanowiliśmy wrócić po pewnym czasie i spróbować pizzy.

Pierwsza rzecz, którą zauważyliśmy i słyszeliśmy od innych to to, że kelnerzy zmieniają się tam praktycznie codziennie. Podczas pierwszej kolacji obsługiwała nas miła Pani, która pracowała pierwszy dzień. Tym razem naszym zamówieniem zajęła się kelnerka w... dresach. Tak, w dresach i w bluzie! W fast foodzie przymknęlibyśmy na to oko, ale nie w restauracji. To przecież wizytówka lokalu i to dzięki jej kompetencji lub nie wyrabiamy sobie o nim pierwszą opinię.

Pamiętaliśmy jednak, że ostatnim razem nam smakowało, więc postanowiliśmy zamówić dwie pizze - Mamma Mia zawierającą ser mozarella, szynkę, salami, boczek, ricottę, czosnek, paprykę ostrą za 23,90 zł oraz Prosciutto crudo e parmigiano z serem mozarella, szynką suszoną , parmezanem za 25 zł. Rozmiar pizz nie jest podany, ale naszym zdaniem jest to spokojnie 32-35 cm. Na nasze zamówienie czekaliśmy dość długo - ok 40 minut, ale gości było sporo. W końcu dostaliśmy pierwszą z pizz (tu kolejny minus za nie podanie dań w tym samym czasie) ale jak się okazało nie taką, którą zamawialiśmy. Otrzymaliśmy pizzę Prosciutto cotto e funghi z szynką i pieczarkami.
Dolce Vita Lublin
Pizza Prosciutto cotto e funghi z Dolcevita Lublin

Po poproszeniu o interwencję kelnerka twierdziła, że właśnie tę pizzę zamawialiśmy, ale po kilku minutach rozmów przyznała, że nie zapisała, o którą pizzę Prosciutto nam chodziło. Podała ją także osobie, która jej nie zamawiała, więc chyba wszystko się tej Pani pomieszało. Oceniając jednak samą pizzę to niestety również nie zachwyciła nas swoim smakiem. Ciasto było twarde, niedoprawione, z szerokimi brzegami, a smak składników pozostawiał wiele do życzenia. Placek był mocno spieczony i suchy. Stwierdziliśmy, że drugiej pizzy nie chcemy, ale właśnie została nam doniesiona. W tym przypadku jednak na plus zadziałał manager lokalu, który nie dodał nam tej pizzy do rachunku. To mógłby być pozytywny smaczek na koniec, jednak Pani kelnerka pomyliła się przy jego wystawianiu doliczając nam prawie 20 zł więcej. Na szczęście to zauważyliśmy i Pani przyznała nam rację. Nie liczyła jednak ponownie, tylko zapytała nas ile wyniesie ostateczna kwota.

Dolce Vita Lublin nie jawi nam się jako lokal, do którego warto wrócić. Za pierwszym razem jedzenie nam smakowało, ale ciągłe zmiany obsługi odciskają złe piętno na tym miejscu. Tamtejsza pizza nie jest godna polecenia i ciężko w ogóle dostać tę, którą się zamawiało. Niestety nie było to udane wyjście i nie polecamy Wam Dolce Vity, abyście i Wy się nie zawiedli.
Po wielu latach nieobecności w Lublinie jedna z najbardziej znanych sieci fast foodów jaką jest Burger King powraca do naszego miasta. Kojarzy nam się głównie z latami dzieciństwa, zabawach w kulkach, koronach i zabawkach, które dostawaliśmy do kanapek. Od czasu wycofania się z sieci z Lublina nie próbowaliśmy Burger Kinga w żadnym innym mieście, ponieważ w razie gdyby nam posmakował byłoby nam go po prostu szkoda i poza tym nie chcieliśmy wspierać firmy, która nie pozwala lokalnym fanom cieszyć się jej produktami.

Burger King Lublin
Na szczęście "król powrócił", a nam udało się załapać na jeden z przedpremierowych poczęstunków. Akcja była przeprowadzona świetnie. Każda osoba, która znalazła się na liście dostawała od bardzo ładnych hostess jednego burgera, małe frytki i colę. Szczerze mówiąc myśleliśmy, że to będzie wszystko, ale jak się okazało to był dopiero początek. Hostessy co chwilę donosiły kolejne rodzaje kanapek do spróbowania. Uzupełniały także zapasy coli i frytek - dla nas to był prawdziwy raj. Jedynym mankamentem było to, że nie dostaliśmy tacek i musieliśmy trzymać nasze jedzenie bezpośrednio na stoliku.

Burger KingCo do smaku samych kanapek to jest z tym jak z colą i pepsi. Jedni wolą hamburgery z Mc Donald's, a inni z Burger Kinga. Te drugie mają zdecydowanie wyraźniejszy smak wołowiny, ale za to bułki są jakby trochę bez smaku. My mieliśmy okazję (i miejsce w żołądku) spróbować Double Cheeseburger, Long Chicken, Whopper JR. i Big King. Najbardziej smakował nam pierwszy z wymienionych. Long Chicken był również dobry, ale trochę zbyt suchy. Za to Whooper JR i Big King przypadną do gustu osobom lubiącym bardziej grillowy, cebulowy smak. Frytki są według nas równie udane jak te z Mc Donald's.

Bardzo się cieszymy, że Burger King przypomniał sobie o mieszkańcach Lublina i zaoferował coś nowego na naszym rynku. Lubimy różnorodność i zdecydowanie stwierdzamy, że takich kanapek jakie możemy zjeść u "Króla Burgerów" nam brakowało. Mamy nadzieję, że pojawienie się tak dużego gracza sprawi, że wszystkie burgerownie będą jeszcze bardziej dopracowywać swoje dania i ogólna jakość burgerów wzrośnie. Polecamy Wam odwiedzić Burger King i przypomnieć sobie smak z dawnych lat. Poniżej możecie zobaczyć więcej zdjęć hamburgerów, które testowaliśmy:














CHONA KEBAB powstał niedawno w lokalu zajmowanym przez kilka ładnych przez Kebab Pod Psem, do którego jakoś nigdy nie było nam dane zajrzeć. Jednakże zmiana nazwy i zapewne właściciela zachęciła nas do odwiedzenia tego miejsca i sprawdzenia tamtejszego jedzenia.

 CHONA KEBAB Lublin
Kebabburger z CHONA KEBAB Lublin
Lokal sam w sobie jest duży. Na ścianach wiszą telewizory i sam wystrój jak na kebabownię jest całkiem przyzwoity. Menu jest dosyć pokaźne i zawiera nie tylko kebaby, ale także kanapki, czy stripsy z kurczaka. Ciężko było nam się zdecydować, co chcemy zjeść, ale ostatecznie najbardziej zainteresował nas Kebabburger ze specjalnym sosem do niego za 4,90 zł oraz typowy klasyk - kebab pita duży z mięsem z kurczaka i sosem mieszanym za 12 zł.

 CHONA KEBAB
Kebab pita duży
z CHONA KEBAB Lublin
Na dania czekaliśmy ok. 20 minut, ponieważ ludzi w lokalu było całkiem sporo. Zostały nam doniesione do naszego stolika na normalnych talerzach, co zdarza się dosyć rzadko. Rozmiary pity uwzględniając jej cenę nie były szczególnie duże. Sama pita była dobrze przypieczona, chrupiąca i smaczna. Niestety osoba, która ją robiła nie pomyślała o wymieszaniu składników i sosów. I tak jedliśmy albo mięso, albo surówkę, albo sos czosnkowy, albo ostry. Co do mięsa to było dobrze doprawione, ale niestety były to malutkie ścineczki, najprawdopodobniej odgrzewane w mikrofalówce, więc nie smakowało tak dobrze jak mogłoby, gdyby było ścinane bezpośrednio z patyka. Surówka była zbyt słodka (prawdopodobnie Coleslaw) i niezbyt pasowała do reszty dania. Sosy były ok, ale jak jak wcześniej wspominaliśmy, nie były wymieszane.
Kebab Pod Psem Lublin
Dania w swojej pełnej okazałości

Pozytywnie zaskoczył nas za to Kebabburger, który nie dość, że był ponad 2 razy tańszy to wcale nie był jakąś mini kanapeczką. Był to sporych rozmiarów burger z mięsem z kebaba i warzywami w środku. Do tego dochodził jeszcze specjalny sos, którego nazwy załoga nie chciała nam zdradzić, a pytaliśmy jaki to, ponieważ smakował wyśmienicie i nadawał charakteru całej kanapce. Lekkie zastrzeżenia mieliśmy tylko do bułki, która nie była najwyższych lotów, ale jak za tą cenę, wolelibyśmy zjeść 2 Kebabburgery niż jedną pitę.

CHONA KEBAB zaprezentował nam ciekawe połączenie kebaba i burgera, które okazało się bardzo smaczne, a do tego tanie. Tamtejsze mięso jest dobrze doprawione i jeśli byłoby ścinane na świeżo z patyka na pewno by Wam smakowało. Co do pity to naszym zdaniem wymaga ona przede wszystkim zmieszania składników i wymiany surówki na inną. Cena jak za taką ilość też mogłaby być trochę niższa. Podsumowując polecamy Wam sprawdzić Kebabburgera jako coś nowego, a pity na razie jeść gdzieś indziej.
Prawdziwy kebab turecki na ul. Nałęczowskiej działa już od wielu lat. Mała budka interesowała nas już od pewnego czasu i w końcu postanowiliśmy spróbować tamtejszego "prawdziwego" kebaba. Zdania o jedzeniu w tym miejscu są podzielone. Jedni chwalą, a inni odradzają. Sam lokal na pewno nie zachęca wyglądem czy wystrojem.

Prawdziwy kebab turecki Nałęczowska
Mega bułka z kurczakiem
z Prawdziwy kebab turecki Lublin
Zamówiliśmy dwie mega bułki z mięsem z kurczaka i sosem mieszanym po 13 zł każda. Podczas oczekiwania próbowaliśmy znaleźć stolik, który by się nie lepił, ale nam się to nie udało. Wszystkie były przecierane przez pracownika po wyjściu klientów, ale mimo to nadal się lepiły. Na dania czekaliśmy ok. 10 minut. Zostały podane na normalnych talerzach, a nie jak zazwyczaj na plastikowych.

Prawdziwy kebab turecki
Mięsa było sporo, ale było zimne i niesmaczne
Niestety jak się okazało już po pierwszym kęsie mięso było całkowicie zimne, do tego zalane zimnym sosem. Było cieniutko pocięte i było go całkiem sporo jednak jego smak pozostawiał wiele do życzenia. Mięso nie było odpowiednio doprawione i miało dość dziwną, zmieloną konsystencję. Surówki nie było za dużo. Oczywiście również była zimna i raczej bez smaku. Sosy, które wspomnieliśmy także nie broniły dania. Czosnkowy smakował jak śmietana z kawałkami czosnku, a ostrego było zbyt mało i był zbyt słaby, aby mógł coś ciekawego wnieść do tego dania. Bułka była chrupiąca, ale tak samo zimna.

Prawdziwy kebab turecki na ul. Nałęczowskiej zaserwował nam zimnego kebaba w ekspresowym tempie. Rozumiemy, że jest to budka przy drodze, ale oprócz szybkości liczy się także jakość i smak. Co do jakości to mamy przede wszystkim zastrzeżenia do mięsa, które było po prostu niedobre. W lokalu przydałoby się także porządnie posprzątać, bo jego wygląd również dodatkowo pogrąża już i tak niesmaczne danie. Dodając do tego wysoką cenę jak za taki posiłek wychodzi nam jednoznaczny werdykt. Nie polecamy tego miejsca.
W ankiecie przeprowadzonej ostatnio na naszym fanpagu wybraliście, że chcielibyście przeczytać recenzję burgera. Z tego powodu postanowiliśmy odwiedzić miejsce, które w naszym mieście jest stosunkowo nowe.

Umeå Lublin
Burgery pomidorowe z Umeå Lublin
Umeå Lublin to lokal znajdujący się w jednej z kamienic w centrum miasta.  Oferuje kuchnię wegetariańską i wegańską, pozbiawioną mięsa, jaj i mleka. Dostępne tam posiłki przygotowywane są na bazie roślin.  Menu obejmuje burgery, zupy oraz ciasta i nie jest stałe - serwowane każdego dnia dania zapisane są na tablicy wewnątrz restauracji.  Niestety, z racji iż lokal odwiedziliśmy po godzinie 16, znaczna część menu na ten dzień nie była już dostępna.

Do wybrou mieliśmy dwa rodzaje burgerów, marchewkowy z sorgo oraz pomidorowy, każdy w cenie 10 zł. Zdecydowaliśmy się na burgery pomidorowe, do których mogliśmy wybrać dowolne sosy z menu – w naszym przypadku mieszankę majonezu ziołowego oraz słodkiego chilli.
burger wegański
W środku znajdziemy sporo
świeżych składników

Mimo iż w lokalu było sporo osób, to na zamówienie czekaliśmy krótko, bo niecałe dziesięć minut. Burgery, które dostaliśmy na talerzach były dużo większe niż w większości burgerowni w Lublinie i bardzo przyjemnie pachniały. Były one podane w dość dużych, bardzo chrupiących bułkach razowych, dzięki czemu burgera można było zjeść w dość wygodny sposób rękami. Kotlet, którego głownym składnikiem była, raczej niezbyt popularna w Polsce, pszeniczna kasza bulgur, był sporych rozmarów i zaciekawił nas swoim mocno pomidorowym smakiem.

Jeśli chodzi o dodatki, to było ich naprawę sporo – w naszych burgerach znaleźliśmy sałatę, rukolę, szpinak, czerwoną kapustę, cebulę, plastry pomidora, ogórka, a także ogórka kiszonego. Mimo iż na pierwszy rzut oka, zdziwieni byliśmy różnorodnością składników,  to dobrze ze sobą współgrały. Nie zawiedliśmy się także na sosach, chociaż słodkie chilli wydawało się lepiej pasować do tej całej kompozycji, niż sos ziołowy, który w rzeczywistości nie był aż tak bardzo aromatyczny.


Umeå to miejsce stworzone głównie z myślą o ludziach, którzy są wegetarianami i weganami. Pomimo braku mięsa, podawane tam burgery są bardzo pożywne i można się nimi naprawdę najeść. Mogą one również stanowić  alternatywę dla osób, które znudzone są spożywaniem tradycyjnych burgerów smakujących zazwyczaj podobnie, lub dla poszukiwaczy nowych smaków.
Eat-ER Lublin to miejsce oferujące dania kuchni Chińskiej oraz Tajwańskiej. Powstało w jednym z nowych budynków na ul. Witolda Chodzki 19 i zaprasza nas do siebie nadmuchiwanym ludkiem machającym ręką. Nas ten śmieszny ludek przekonał i postanowiliśmy sprawdzić, czy można tam dobrze zjeść.

Eat-ER Lublin
Kurczak z pieprzem z Eat-ER Lublin
Pierwszym zaskoczeniem było dla nas menu, w którym język polski jest tylko jednym z trzech obok angielskiego i chińskiego. Było też trochę pomazane - niektóre pozycje zostały wykreślone, a inne mimo, że ciągle były widoczne, przy próbie ich zamówienia również były niedostępne. Mieliśmy do wyboru praktycznie tylko dwa dania, które zamówiliśmy: kurczak z pieprzem oraz ostry kurczak. Oba kosztowały po 14 zł.

Po odbiór dań zostaliśmy zawołani po angielsku, ale po chwili dało się usłyszeć gdzieś z zaplecza kuchni "to Polacy" i Pani przeczytała nasz numerek po polsku. A raczej łamaną polszczyzną, bo Pani pochodziła chyba z Ukrainy - skład tego lokalu jest iście międzynarodowy i nastawiony przede wszystkim na zagranicznych studentów. Przechodząc już jednak do samych dań, to za 14 zł dostajemy sporą porcję kurczaka w kawałkach położonego na ryżu, a ponadto jeszcze frytki i surówkę. 
Eat-ER
Ostry kurczak z Eat-ER Lublin

Połączenie frytek i ryżu zdawało nam się dziwne, ale po spróbowaniu okazało się naprawdę fajne. Z resztą nie był to zwyczajny ryż. Przypominał bardziej ten z sushi. Był zbity, klejący, odpowiednio namoczony - najleszy jaki jedliśmy w Lublinie. Kurczak z pierzem okazał się równie pyszny. Mięso było mięciutkie i odrobinę pikantne, a pieprz był mocno wyczuwany. Zawiedliśmy się na ostrym kurczaku, którego panierka nie była już tak dobra. Strasznie się rozpadała, była jakby trochę niedosmażona i w ogóle nie ostra. Surówka może Wam przypasować lub nie. My mieliśmy podzielone zdania, ale oboje przyznaliśmy zgodnie, że takiej jeszcze nigdzie nie jedliśmy.

Eat-ER Lublin to na chwilę obecną najlepszy chińczyk w Lublinie. Smak oraz jakość ich dań jest zupełnie inna niż w pozostałych lokalach, które niestety stają się coraz gorsze. Potwierdzają to tłumy zagranicznych studentów, którzy są głównymi odbiorcami tamtejszego jedzenia. Nie zdziwcie się zatem, że ktoś zapyta lub zawoła Was w języku angielskim. Na pewno odwiedzimy to miejsce jeszcze nie raz, aby spróbować większej ilości dań. Wam też polecamy sprawdzić to miejsce!